[IMPROBLOG] Opolska Wiosna Psychologiczna czyli improwizacja a autoprezentacja (cz. 3/5)

Dlaczego zatem opowiadam o autoprezentacji w kontekście improwizacji? Bo uważam, że udana autoprezentacja nie istnieje bez podążania zasadami improwizacji. A wiecie, czym jest udana autoprezentacja? To autoprezentacja, z której jesteśmy zadowoleni, która pozwala nam lubić siebie. Po prostu. Jak dążyć do takiego stanu?

W improwizacji istnieje taka złota zasada, która głosi: “tak i”. Polega ona na tym, że na scenie akceptujemy wszystkie oferty partnera. Nie odrzucamy jego propozycji, bo inaczej nie stworzylibyśmy nic na scenie. Przerzucalibyśmy się jedynie naszymi ofertami. Ta złota zasada pomaga nam od razu ustalić platformę, czyli to kto jest kim w scenie, gdzie jest miejsce akcji i co robią postaci. Tyle dobra dzieje się za pomocą jednego “tak” czyli akceptacji. Właśnie to jest nam potrzebne w skutecznej autoprezentacji. Akceptacja. Zgoda. Nie tylko na warunki, jakie panują wokół nas, ale może przede wszystkim zgoda na warunki, które panują w nas. Często przesadnie stresujemy się tym, jak wypadniemy, bo w gruncie rzeczy nie wierzymy w siebie, nie akceptujemy swojej osobowości, tego jacy jesteśmy, jak wyglądamy, jak się zachowujemy. Chcielibyśmy być kimś innym, bardziej zabawnym, towarzyskim, wysportowanym, inteligentnym. Tak bardzo skupiamy się na tym, jacy chcemy być, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, co już mamy i co możemy wykorzystać. Często do udanej autoprezentacji wystarczy powiedzenie sobie “tak”, zgodzenie się na własne słabości, ale też rozpoznanie swoich mocnych stron, zaakceptowanie siebie w całej okazałości. Mick Napier powiedział kiedyś, że improwizacja to sztuka bycia całkowicie okej z tym, że nie masz pojęcia, co robisz. Serio. Pozwólcie sobie na to, a zobaczycie, jaki będzie to miało wpływ na waszą autoprezentację. Lubimy ludzi, którzy tryskają energią, którzy są pozytywni, którzy mają pewność siebie. Wiecie kim są tacy ludzi? To ludzie, którzy po prostu nie wstydzą się być sobą. Niech następująca anegdota będzie dla was wskazówką. Improwizatorzy stoją w półkolu. Grają w szoty. Dostają inspirację od publiczności i muszą dokończyć zdanie tak, by miało ono sens, coś w stylu: „Moja dziewczyna jest jak cebula. Gdy ją rozbieram płaczę”. Każdy wychodzi przed szereg, wypowiada swoją kwestię, dostaje owacje i wraca do szeregu. Nagle wychodzi Karol Kopiec, mówi swoją kwestię i nikt się nie śmieje. Jest absolutna cisza, bo poleciał taki suchar, że wiadra wody by nie starczyło, by nawilżyć atmosferę. Co robi Karol? Patrzy na publiczność i z dumą dodaje: „W moim świecie to było śmieszne”. Kłania się i z godnością wraca do szeregu. Rozlegają się brawa. Większość z nas spaliłaby się ze wstydu, prawda? Ale jeśli coś nas śmieszy, jest naprawdę nasze, to czy jest czego się wstydzić?

Kolejną zasadą jest pozytywne nastawienie. Ciężko byłoby improwizować, gdybyśmy nie wierzyli, że się nam uda. Ciężko byłoby nam również wtedy, gdy skupialibyśmy się w naszej improwizacji wyłącznie na przygnębiających wątkach. Jeśli wychodzimy na scenę z negatywnym nastawieniem to prawdopodobieństwo sukcesu jest nikłe. Podobnie jest z autoprezentacją. Często wypadamy źle, bo po prostu nie wierzymy w to, że możemy wypaść dobrze. Skreślamy się już przed wyjściem na scenę. Egzamin na pewno pójdzie mi źle, nie jestem wystarczająco dobry na tę rozmowę kwalifikacyjną, znajomi na pewno wyśmieją mój pogląd, nie zapytam o podwyżkę, bo i tak jej nie dostanę. Z takim nastawieniem nie osiągniemy wiele. Pamiętam, że na początku bałam się wychodzić na scenę. Wydawało mi się, że publiczność chce mi dopiec, że specjalnie będą rzucać takie sugestie, by zabawić się moim kosztem. Gdy tak wyobrażamy sobie rzeczywistość, zaczynamy się bać, że rola nas przerośnie, że jej nie udźwigniemy, że skompromitujemy się publicznie, a aktor-improwizator nie może być przecież tchórzem. Grając improwizowany spektakl, ma przed sobą trudne zadanie. Prócz kreowania świata na scenie, toczy wewnętrzną walkę z samym sobą, ze swoim tchórzostwem, niepewnością i negatywnym nastawieniem. By zdobyć zaufanie publiczności, trzeba pokonać swój strach i swoje pesymistyczne myśli. Zastanówcie się, kto chciałby oglądać aktora, który boi się grać? Który boi się wyjść na scenę? Który jest przekonany, że nic mu się nie powiedzie? Ktoś może by chciał, ale czułby w środku zażenowanie i litość. Gdy zaczynałam z improwizacją na scenie strasznie się bałam i co najgorsze – każdy to widział. Kiedy jakaś scena szła nie po mojej myśli, krzywiłam twarz. Kiedy wychodziłam na podest, drżały mi ręce. I jeśli myślicie, że jest to drobnostka, której nie widać, to jesteście w błędzie. Publiczność ma najlepsze miejsca. Widzi dużo lepiej niż wy. I jeżeli wyjdziecie na scenę z wizją porażki, to publiczność zobaczy ją i uwierzy w nią razem z wami. Macie wielki dar przekonywania. Lepiej go więc wykorzystać, by przekonać innych do pozytywnej wizji świata, by mogli poczuć, że to, czego pragniecie uda się.

Dlaczego właściwie jest tak, że z zasady nie zakładamy, że wszystko będzie dobrze? Wiecie? Bo to wymaga dużo więcej pracy. Uhm. Pozytywne nastawienie to praca. Bardzo długo pracowałam nad tym, by wychodzić na scenę bez lęku, lecz z radością na nadchodzący spektakl. Starałam się też wyobrażać sobie, że publiczność jest mi dużo bardziej przychylna niż mi się wydaje. I wiecie co? Rzeczywiście jest. Nie trzeba sobie tego wyobrażać. Publiczność przychodzi na spektakl i chce zobaczyć walkę tytanów, rzuca do walki twardych przeciwników, ale też mobilizuje, dopinguje, wspiera. Wcześniej wychodziłam na scenę speszona i przestraszona i chociaż starałam się to ukryć, każdy to widział. Dopiero gdy zrozumiałam, że publiczność jest moim sprzymierzeńcem, a każda inna negatywna możliwość jest jedynie wizją w mojej głowie, zmieniły się moja postura, mowa ciała, głos.

Miles Stroth powiedział kiedyś coś, co zupełnie zwaliło mnie z nóg. Była to jedna z najlepszych lekcji, które odebrałam: “Wielcy improwizatorzy nigdy nie wyglądają na scenie na zmartwionych. Nie dlatego że stali się wielcy i przestali się martwić. Przestali się martwić i dlatego stali się wielcy”. Serio. Przestańcie się martwić i sprawdźcie, dokąd was to zaprowadzi. Próbowaliście kiedyś tego? Wyobrazić sobie, że wszystko jest okej? Wyobrażaliście sobie, że ludzie, do których mówicie, są do was pozytywnie nastawieni? Jeśli nie, to koniecznie spróbujcie. Przed egzaminem czy jakimkolwiek wystąpieniem publicznym. Nie musi udać się od razu, ale zapewniam was, że to będzie najlepsza nauka. Nie poddawajcie się, łapcie się na momentach, gdy jesteście negatywnie nastawieni i walczcie o to, by myśleć pozytywnie.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na stronie i prowadzić działania marketingowe. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Dowiedz się więcej

Czym są pliki „cookies”?
Poprzez pliki „cookies” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Cookies” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny identyfikator.

Do czego używamy plików „cookies”?
Pliki „cookies” używane są w celu dostosowania zawartości stron internetowych do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika.

Jakich plików „cookies” używamy?
Stosowane są dwa rodzaje plików „cookies” – „sesyjne” oraz „stałe”. Pierwsze z nich są plikami tymczasowymi, które pozostają na urządzeniu użytkownika, aż do wylogowania ze strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki pozostają na urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach plików „cookies” albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika. Pliki „cookies” wykorzystywane przez partnerów operatora strony internetowej, w tym w szczególności użytkowników strony internetowej, podlegają ich własnej polityce prywatności.

Nazwa Cookie: _gat
Dostawca: Google Analytics
Przeznaczenie: Służy do ograniczania liczby żądań, które należy wprowadzić do doubleclick.net.

Nazwa Cookie: _ga
Dostawca: Google Analytics
Przeznaczenie: Używane do śledzenia gości. Google Analytics identyfikuje użytkowników według unikalnego numeru, który nazywa „identyfikatorem klienta”.

Nazwa Cookie: _gid
Dostawca: Google Analytics
Przeznaczenie: Ten plik cookie służy do przechowywania identyfikatora sesji i grupowania aktywności całej sesji dla każdego użytkownika.

Czy pliki „cookies” zawierają dane osobowe?
Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików „cookies” mogą być zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych funkcji na rzecz użytkownika. Takie dane są zaszyfrowane w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym.

Usuwanie plików „cookies”
Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików „cookies” na urządzeniu końcowym. Ustawienia te mogą zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików „cookies” w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików „cookies” dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej).

Zamknij